Małgorzata Płoszaj. Ja mam radość
Autor: Marta Zwolińska
Mam od znajomego gwiazdę Dawida, noszę ją zawsze na szczęście. Wiem, że ludzie patrzą na nią.
A jak już patrzą, to wiem, o co chcą zapytać. Czasem zresztą pytają. Ja mówię, że nie, nie jestem żydówką. A oni dalej patrzą, jakby mówili: „jaa, yyhm, nie jesteś? jesteś!”.
Nie jest. Choć szukała korzeni. Wręcz bardzo chciała je znaleźć. Nazwisko rodowe + „jude” wpisała
w Google. Ale nigdzie nic. Wśród przodków sami katolicy. Od co najmniej połowy XIX w.
Małgorzata Płoszaj ma pięćdziesiąt lat. Włosy ciemne, krótko ścięte. Twarz czujną, jakby wiecznie
w gotowości. Reaguje na każdy impuls, napinając mięśnie wokół brwi, ust i migdałowych oczu. Sympatyczna, zadbana, rozgadana.
Mówi, że choć żydowskie cmentarze odwiedza od lat, rybniccy żydzi długo jej nie zajmowali. Przecież śladu po nich w mieście nie było. Aż córka uparła się, że napisze o nich pracę na konkurs. Tak, by jej pomóc, poszła do miejskiego muzeum. Tam, o dziwo, ani śladu. Tylko jakaś jedna fotografia byłej synagogi, w miejscu której dziś stoi fontanna, a zaraz obok centrum handlowe.
Zatem skoro nikt o tej części historii nie przypomina, to oni są już zupełnie wymazani z pamięci. Ktoś musi zacząć.
I tak zaczęła.
Dziś muzeum jest bogatsze o wizerunki i rodzinne historie wielkich rybnickich przedsiębiorców pochodzenia żydowskiego, o kontakty ze społecznością żydowską oraz mieszkańcami badającymi historię miasta, jak Małgorzata, na własną rękę. Wreszcie od 2009 roku zbiory poszeszyły się o siedem macew. Małgorzata mówi o nich czule jak o dzieciach, określając je imionami osób, których groby upamiętniały: Elsa, Efraim, Bertha, Jsidor, Philipp i dwie Charlotty.
Czy kamienie mogą człowieka wzruszać? Okazuje się, że tak. Dziwne? Na pewno nie w środowisku, którego Małgorzata jest częścią.
JESTEM INTERNAUTĄ TOTALNYM
Gdy podjeżdżamy pod jakiś cmentarz i mąż już widzi, że tam jest dwieście nagrobków, to mówi: „mam sudoku, to idź”. Bo ja fotografuję prawie każdy nagrobek. A nuż, widelec ktoś będzie kiedyś szukał swojej mamy czy swojego taty.
Ile zrobiła fotografii – nie policzy. Filmików z kirkutów z różnych miejscowości w Polsce, które umieściła na YouTube, jest ponad czterdzieści. Zanim pojawił się YouTube, były fora wielotematyczne: od lutego 2007 roku zapomniany.rybnik.pl (aktywność: ponad 1800 postów), od maja 2009 roku eksploratorzy.com.pl
(prawie 3800 postów), ale też typowo żydowskie portale jak sztetl.org.pl i kirkuty.xip.pl.
Moja praca [w przypadku Rybnika] polegała początkowo na tym, ze przeglądałam stare książki teleadresowe i wypisywałam sobie żydowsko brzmiące nazwiska, które mogłyby podpadać. I tak sobie „googlowałam”, tak sobie znajdowałam. Potem porównywałam to z XIX-wieczną kroniką naszego kronikarza, która była uzupełniana w latach 20., i dochodziłam do tego: „aha, ten był żydem, tego kamienica to też żydowska” i w ten sposób odnajdywałam te rodziny, nazwiska, a potem zaczęłam szukać potomków
w świecie.
Gdy Małgorzata szuka konkretnych ludzi, zaczyna od drzew genealogicznych w sieci, od dokumentów
w bibliotekach cyfrowych. Tak znalazła np. potomków Haase, rodziny niemieckich żydów, którzy przez 150 lat robili w Rybniku interesy.
Znalazłam mieszkające w Argentynie wnuczki ostatniego z Haase, który tutaj mieszkał. Dla nich to był szok, zdziwiły się, że u nas jest park ufundowany miastu przez ich prapradziadka, że jest pomnik upamiętniający go, willa, w której ich rodzina mieszkała, a przede wszystkim, że ktoś się interesuje tą historią, że ktoś do nich pisze. W pamięci ich rodziny Rybnik był odbierany bardzo negatywnie, ale dlatego, że w 192a roku to właśnie tam ich babcia była świadkiem śmierci swojego syna. Dlatego oni (a byli to żydzi niemieccy) Polskę
i powstańców odbierali jako coś złego. Dopiero poprzez moje listy (bo starałam się pisać) nabrały takiego zaufania, że przesłały mi pewne pamiątki. Od czasu do czasu sobie piszemy, ale wątpię, że kiedyś tu przyjadą.
Bywa i tak, że to czyiś potomkowie szukają Małgorzaty. Piszą wtedy do admina na forum, ten pisze do niej
i tak nawiązują się kontakty.
Informacji, gdy zacznie się szukać, jest dużo. Nie zawsze dotyczą tego, co akurat chce się znaleźć, ale wątek do wątku – i kolejne historie wyłuskiwane są z niepamięci. Niemała w tym zasługa pomocnych ludzi. Takich jak ona. Poszukiwaczy. Którzy dostrzegają piękno tam, gdzie można by było widzieć tylko nadgryzione zębem czasu śmieci, albo którzy, choć innego wyznania, otaczają troską ślady dawnych społeczności.
Kamienie to jednak nie wszystko.
ŻEBY LUDZIE WIEDZIELI
Małgorzata dała się poznać. Zapraszają ją na konferencje, spotkania, czasem dla nielicznych grup, ale to nieważne. Dzieli się wiedzą chętnie, dzieli się nią, gdzie może. Ucieszyła się, gdy zaproszono ją do szkoły,
do gimnazjum.
I to już jest coś, bo już jedna, druga nauczycielka będzie pamiętała, że tam była synagoga, że ten cmentarz tu jest, bo na pewno są na nim jeszcze szczątki żydów. W przyszłym tygodniu mam też taką pogadankę dla PTTK-owskich przewodników z Rybnika, którzy chodzą gdzieś tu i niby wiedzą, a nie wiedzą. A to byli nasi rybniczanie, nie można o tym zapomnieć.
Co z tego mam? Nic! Radość i satysfakcję. Ja mam radość, ja pani powiem szczerze, ja mam radość. Moja Madzia mi zawsze mówi tak: „ty sobie jakiegoś żyda znajdziesz i zaraz się cieszysz”.